Pekin od maja 2026 roku wstrzymuje wydawanie zezwoleń na budowę nowych fabryk baterii do magazynów energii, które nie zdążyły jeszcze wbić łopaty w ziemię. Informację ujawnił dopiero we wrześniu chiński serwis finansowy Cailianshe, a South China Morning Post w ekskluzywnym materiale potwierdził, że decyzja zapadła po cichu już wiosną. Większość światowych mediów odczytała to jako klasyczny sygnał nadprodukcji: Chiny znów zbudowały za dużo, więc administracyjnie przykręcają kurek. Twarde dane rynkowe pokazują jednak obraz dokładnie odwrotny.
Cichy zakaz, który wypłynął dopiero po czterech miesiącach
Według South China Morning Post decyzję o wstrzymaniu nowych zezwoleń podjęły instytucje regulacyjne odpowiedzialne za nadzór nad przemysłem, w tym Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych (MIIT), zaniepokojone falą nowych projektów w przygotowaniu. Zakaz obejmuje wyłącznie fabryki, które nie rozpoczęły jeszcze budowy – te już powstające mogą być kontynuowane bez przeszkód. Może zostać zniesiony, jeśli zmieni się bilans podaży i popytu.
Ivan Li, analityk Loyal Wealth Management w Szanghaju, wskazał SCMP powód decyzji:
Dziesiątki nowych projektów w przygotowaniu wywołały u decydentów obawy o powielanie mocy produkcyjnych.
To nie pierwszy raz, gdy chińska administracja sięga po ten instrument. Podobny scenariusz Pekin zastosował wcześniej wobec przemysłu fotowoltaicznego, gdzie od 2025 roku toczy się kampania przeciwko tak zwanej „nieracjonalnej konkurencji” – z niewielkim jak dotąd skutkiem dla cen, mimo osiemnastu miesięcy prób. W sierpniu 2026 roku osiem firm kontrolujących większość krajowych mocy produkcyjnych baterii magazynowych podpisało dobrowolne porozumienie o dyscyplinie cenowej. Wiarygodność takich porozumień podważa jednak fakt, że chiński regulator rynkowy SAMR unieważnił w styczniu 2026 roku wcześniejszą próbę koordynacji cenowej producentów jako niezgodną z prawem konkurencji – sama administracja nie mówi w tej sprawie jednym głosem.
Linie produkcyjne pracują na ponad 90% mocy, a ceny rosną
Tu zaczyna się rozdźwięk między narracją medialną a rzeczywistością rynkową. Zamiast bezczynnych fabryk, chińskie linie produkcyjne ogniw do magazynów energii pracują dziś przy obciążeniu przekraczającym 90% – w porównaniu z zaledwie 50-55% dla całej chińskiej produkcji baterii, według danych Międzynarodowej Agencji Energii cytowanych przez Battery-Tech Network. Podstawowe dziś na rynku ogniwo w formacie 314 Ah pozostaje w niedoborze od blisko roku.
Ceny idą w ślad za popytem. Według danych Shanghai Metals Market średnia cena ogniwa 314 Ah wzrosła z dołka około 0,26 juana za watogodzinę w 2025 roku do 0,365 juana (54,4 dolara za kilowatogodzinę) w sierpniu 2026 roku – wzrost o blisko 40%. Globalne dostawy ogniw do magazynów energii w pierwszej połowie 2026 roku sięgnęły 467,84 GWh, o 94,8% więcej rok do roku.
Rzeczywistym celem zamrożenia zezwoleń nie jest więc bieżąca nadprodukcja, lecz ogromny portfel zapowiedzianych, ale jeszcze nierozpoczętych inwestycji. Same nowe projekty podpisane w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 roku sumują się do około 2608 GWh planowanej mocy produkcyjnej – to półtora raza więcej niż wyniosła cała chińska produkcja baterii magazynowych w całym 2025 roku. Pekin nie gasi dziś pożaru, tylko zapobiega jutrzejszemu.
Zakaz bez ustawy, dekretu ani nazwiska
Warto przy tym pamiętać, że cały mechanizm funkcjonuje poza formalnym prawem. Nie istnieje żadne opublikowane rozporządzenie, dekret ministerialny ani okólnik regulujący zamrożenie – ani jedna nazwana osoba nie firmuje decyzji swoim nazwiskiem. Dla firm planujących inwestycje, zamówienia czy strategie cenowe oznacza to planowanie wokół wytycznych, które mogą się zmienić bez uprzedzenia.
Zamrożenie zezwoleń zbiegło się w czasie z przywróceniem od 1 września 2026 roku podatku konsumpcyjnego na baterie litowo-jonowe w wysokości 2%, który ma wzrosnąć do 4% we wrześniu 2027 roku. Obejmuje on też inne technologie, w tym baterie niklowo-metalowo-wodorkowe oraz ogniwa przepływowe wanadowe.
To kontynuacja tego samego zwrotu, o którym już pisaliśmy
Zamrożenie zezwoleń ma bezpośredni związek z sytuacją, którą opisywaliśmy przy okazji danych CNESA o pierwszym w historii spadku nowych instalacji magazynów energii w Chinach. Luty 2025 roku przyniósł reformę taryfową NDRC i Krajowej Administracji Energii, która zniosła obowiązek łączenia nowych projektów odnawialnych źródeł energii z magazynem energii jako warunku przyłączenia do sieci. To usunęło gwarantowany administracyjnie popyt i przesunęło rynek w stronę modelu, w którym inwestycja w magazyn musi się bronić własną rentownością, a nie nakazem regulatora. Zamrożenie zezwoleń na fabryki to naturalna druga strona tej samej monety: skoro popyt krajowy przestał być gwarantowany z góry, Pekin nie chce dopuścić, by fala nowych mocy produkcyjnych, zaplanowana jeszcze w erze administracyjnego przymusu, doprowadziła w kolejnych latach do tej samej nadprodukcji, którą przeżył wcześniej sektor fotowoltaiczny.
Ceny w Europie i Polsce nie muszą od razu spaść
Dla europejskich, w tym polskich, kupujących chińskich ogniw i systemów magazynowania wniosek jest inny, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Zamrożenie zezwoleń samo w sobie nie oznacza rychłego końca niskich cen – obecna hossa cenowa na rynku ogniw 314 Ah wynika już dziś z rosnącego popytu, a nie z ograniczeń administracyjnych, które dopiero mają zapobiec przyszłej nadprodukcji. Dla deweloperów projektów wielkoskalowych w Polsce oznacza to, że warto już teraz uwzględniać w kalkulacjach projektów planowanych na 2027 i później scenariusz wyższych niż w ostatnich dwóch latach cen ogniw z Chin, niezależnie od tego, czy zamrożenie zezwoleń zostanie w międzyczasie zniesione.